Historia Dr. Martens – jak narodziła się legenda

Martensy nie otrzymały statusu butów kultowych za darmo. Wręcz przeciwnie – brytyjska marka ma za sobą długą drogę wypełnioną kontrowersjami, inspiracjami i wspieraniem indywidualizmu. Chcesz wiedzieć, jak wyglądała historia Dr. Martens? Zapraszamy do lektury!

Zanim powstały Martensy

Choć pierwszy model Martensów, czyli kultowa 1460-ka, zadebiutował 1 kwietnia 1960 roku (od tej daty wzięła się zresztą jego nazwa), historia marki zaczęła się dużo wcześniej.

Jeśli chcemy dotrzeć do samych korzeni, musimy cofnąć się w czasie aż do roku 1900. To właśnie wtedy w angielskim Wollaston dwaj wspólnicy – Benjamin Griggs i Septimus Jones – postanowili zająć się produkcją obuwia.

Współpraca nie należała do najdłuższych. W roku 1910 obaj panowie zadecydowali, by odtąd pójść osobnymi ścieżkami. Benjamin Griggs wciąż chciał jednak zajmować się tworzeniem i sprzedażą butów, założył więc nową spółkę, wraz ze swoim synem Reginaldem. Tak powstała R. Griggs & Co. Ltd.

Firma szybko podbiła serca Brytyjczyków. Jej rozwój trwał nieprzerwanie przez długie dekady, aż wreszcie w latach 60. nastąpiła prawdziwa rewolucja.

Podeszwa z amortyzacją

Zanim jednak przejdziemy do Wielkiej Brytanii z drugiej połowy XX wieku, musimy się zatrzymać na moment w powojennych Niemczech. W 1945 roku, w Monachium, dr Klaus Martens wpadł na rozwiązanie stworzenia podeszwy z powietrzną amortyzacją.

historia Dr. Martens

Przygotowawszy prototyp, dwudziestopięcioletni Martens pokazał go swojemu znajomemu ze studenckich ław, inżynierowi Herbertowi Funckowi. Tak rozpoczęła się kolejna już opisywana w tym tekście spółka obuwnicza.

Martens i Funck oficjalnie wystartowali z interesem w 1947 roku. Materiału na nowe buty nie brakowało – do produkcji swoich nowych par używali tego, co udało im się przejąć po wojsku.

Jeśli chodzi o grupę odbiorców, to byli nimi… Żołnierze? Robotnicy? Młodzież? Nic z tych rzeczy. Choć zabrzmi to jak herezja, na początku buty produkowane przez Martensa nosiły przede wszystkim gospodynie domowe.

Sojusz Griggsa i Martensa

Pamiętacie Benjamina Griggsa i jego syna Reginalda? W latach 60. nie zajmują się już prowadzeniem rodzinnej firmy, ale buty Griggsa nadal istnieją i mają się świetnie. Na czele kompanii stoi wnuk Benjamina, Bill. Wspomagają go bracia, Colin i Ray, a także syn Max.

Pewnie dalej produkowaliby te same modele, co dotychczas, gdyby nie zamiłowanie do prasy branżowej. To właśnie w jednym z magazynów obuwniczych Bill natknął się na materiał reklamujący innowacyjną podeszwę z powietrzną amortyzacją.

Griggs nie spoczął, póki w jego ręce nie trafiła licencja na wyłączność produkcji butów zapewniających niesamowitą – zwłaszcza jak na tamte czasy – wygodę i ochronę przed wstrząsami.

historia Dr. Martens

Same buty jednak różniły się od tych dostępnych w Niemczech. Niby detale, a jednak… To one sprawiły, że obuwie Dr. Martens rozpoznaje dziś i uwielbia oddane grono zwolenników na całym świecie.

Najbardziej istotnymi z wizualnego punktu widzenia zmianami były żółta obszywka nad podeszwą i żłobienia w dwóch odcieniach w samej podeszwie. Buty dostały nazwę Air Wair, co było podkreślane przez żółto-czarną pętelkę z napisem będącym oryginalnym, odręcznym pismem Billa Griggsa. Tak jest, chodzi o ten sam napis „AirWair”, który widnieje na Martensach do dziś.

Buty dla robotników

Jak już wspomniano wcześniej, oficjalną datą narodzin pierwszego modelu Martensów jest 1 kwietnia 1960 roku. Już rok później na rynku pojawiła się wersja tego modelu skierowana do robotników – z krótszą cholewką i trzema oczkami zamiast ośmiu.

Model 1461 trafił w gusta pracowników fizycznych, którzy potrzebowali butów solidnych, wykonanych z mocnej skóry… Ale także wygodnych. Amortyzowana podeszwa z pewnością przyczyniła się do popularności Martensów w tej grupie zawodowej.

historia Dr. Martens

Ale byli jeszcze inni amatorzy skórzanego obuwia, dzięki którym historia Dr. Martens potoczyła się zupełnie inaczej, niż mogłaby, gdyby wczesne Martensy pozostały jedynie domeną stałych bywalców zakładów produkcyjnych.

Oczywiście, mowa o młodzieżowych subkulturach.

Subkultury przejmują Martensy

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych Londyn jest świadkiem narodzin subkultury skinhead. Jej członkowie w zdecydowany sposób odwołują się do robotniczej tradycji i sami ubierają się jak pracownicy fizyczni. Naturalną koleją rzeczy było to, że na ich stopy powędrowały Martensy.

Z kolei w latach 70. w stolicy Wielkiej Brytanii rozkwitał punk rock. Punkowcy chętnie zakładali na stopy tracące status butów koszykarskich Conversy i właśnie ciężkie Martensy, które idealnie spisywały się w ulicznych starciach. Często z również wyposażonymi w buty tej marki skinheadami.

Przedstawiciele których jeszcze subkultur stawiali na solidne i wygodne obuwie robotnicze? Okazało się, że chrapkę na nie mają fani glam rocka, gotyku, czy metalu. To właśnie subkultury napędzały sprzedaż nowych Martensów i szybko okazało się, że buty dla robotników… Wcale nie są dla robotników.

historia Dr. Martens

Tłuste lata

W drugiej połowie lat 70. zdarzyło się, że pracownicy Griggsa nie nadążali z produkcją. Nic dziwnego. Odkąd Martensy opuściły zakłady przemysłowe i przeniosły się na ulice i do zatłoczonych pubów, produkowano nawet 6000 par na dobę! Dla porównania, przed boomem subkulturowym produkcja utrzymywała się na liczbie mniej więcej 1000 par Martensów… na tydzień.

Nie wiedząc, jak ugryźć problem kłopotów bogactwa, Griggs zdecydował się limitować maksymalną ilość nowych Martensów na daną osobę. Dolał tym samym oliwy do ognia, bo nagle nowe odsłony klasycznych modeli stały się jeszcze bardziej wyjątkowe… A przez to mocniej pożądane.

W latach 80. na topie znalazł się temat customizacji butów. Wayne i Geraldine Hemingway założyli firmę Red or Dead. Głównym obiektem zainteresowań młodego przedsiębiorstwa były buty Dr. Martens, które Hemingwayowie wprost uwielbiali. Customowe modele trafiały w gusta angielskiej młodzieży, a po raptem roku od startu działalności istniało już 16 stanowisk customizacyjnych i naprawczych Red or Dead. Oczywiście, handlowano tam również nowymi modelami wypuszczanymi przez Griggsa.

Wkrótce historia Dr. Martens miała zyskać kolejny, świeży rozdział. Buty te dotąd były rozchwytywane głównie na rynku brytyjskim. Tymczasem jednak zespoły muzyczne, które wpadały na gig do Londynu, bardzo często wywoziły z niego prócz mniej lub bardziej miłych wspomnień, parę solidnych, owianych już kultem Martensów.

Wydawało się, że od tej pory ścieżka firmy będzie usłana różami…

historia Dr. Martens

Kryzys

Potem przyszła krótka epoka dominacji grunge, a także inne, nowe gatunki muzyczne, których wykonawcy chętnie sięgali po Martensy, kiedy przychodziła pora na uzupełnienie scenicznej stylówki o obuwie.

Pojawiały się zupełnie nowe, szalone modele, takie jak Martensy na obcasach, przytrafiła się umowa sponsorska z klubem piłkarskim West Ham United, nowa siedziba, mająca pomieścić rosnący liczebnie zespół pracowników… A w 1998 firma pobiła rekord produkcji. W ciągu roku na rynek trafiło aż 10,5 miliona par.

Nic nie zapowiadało katastrofy, ale katastrofa przyszła. W końcu chyba każda marka o bogatej historii ma w niej przynajmniej jeden krytyczny moment.

A historia Dr. Martens i dalsze losy brandu stanęły pod znakiem zapytania w 2002 roku. To właśnie wtedy, po drastycznym tąpnięciu sprzedaży, zarząd podjął trudną decyzję o zamknięciu niemal wszystkich fabryk – została ledwie jedna. Nowe powstawały za granicą, gdzie pracownicy firmy rozpoczynali już szkolenie nowych zespołów.

historia Dr. Martens

Historia Dr. Martens na zakręcie

Marka przetrwała burzę. Sprzedaż ustabilizowała się, a każdego sezonu na rynku pojawiają się kolejne wersje klasycznych modeli.

W 2014 roku przedsiębiorstwo Permira zdecydowało o kupnie firmy. Kosztowało to, bagatela, 300 milionów funtów.

Co było dalej? Dalej było… teraz. Historia Dr. Martens, samej marki, muzyków, buntowników, indywidualistów, wciąż się pisze.

Chcesz się przyłączyć? Zrobisz to tutaj.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o