buty made in china

Czy buty made in China są rzeczywiście gorsze?

Kiedyś było lepiej? No ba! Młodzież nie siedziała w smartfonach, tylko biegała po podwórku, powietrze nie truło, piwo lepiej wchodziło, w mięsie było więcej mięsa niż wody. A buty? W jednej parze człowiek chodził spokojnie kilka lat, nie to co teraz, kiedy wszędzie można kupić tylko modele made in China.

Taka jest obiegowa opinia i trudno z nią polemizować, kiedy… sami czujemy podobnie. Jest to pewien błąd poznawczy: zapamiętujemy przeszłość przez pryzmat miłych wspomnień, odsuwając przykre na bok.

Jak to się jednak ma do butów? Czy rzeczywiście kiedyś były lepsze niż obecnie?

Każdy zna tego typa…

…który psioczy na wytwarzane obecnie sneakery. Faktem jest, że ich produkcja to dziś totalna masówka. W ślad za ilością w dół idzie również jakość, tak przynajmniej podpowiada nam żelazna logika.

Tyle, że to nie do końca w tym tkwi powód narzekania na dzisiejsze buty. Kiedyś ulubione pary również się rozpadały. Niektóre trafiały do nieba dla butów na życzenie użytkowników (niedawno na przykład modne było fotografowanie swoich nowych sneakerów stojąc w kałuży, co robiło im bardzo, bardzo niedobrze), inne po prostu psuły się z czasem.

Dzisiejszym kicksom podczas nostalgicznych wspominek dostaje się szczególnie mocno, ponieważ produkowane są głównie w Chinach. A to tam, wedle obiegowej opinii, powstaje wszelka tandeta.

Jak wygląda chińska jakość w praktyce?

Każdy, kto pamięta lata 90. i początek XXI wieku, ma pewne doświadczenia z butami pochodzącymi z Dalekiego Wschodu. Przed oczami jako żywe stają stoiska na bazarach, wypełnione tanimi trampkami – parę można było dostać już nawet za 10 złotych.

Oczywiście, buty te nie wytrzymywały zbyt długo, ale też nikt nie oczekiwał od nich czegokolwiek innego. W głowie wykształcił się pewien stereotyp wytworzonego w Chinach obuwia – wykonanego byle jak, z kiepskiej jakości materiałów.

Otwierane w Polsce „markety” prowadzone przez przybyszów z Azji również najczęściej nie oferują produktów, które mogłyby wytrzymać przez całe sezony. To odzież i obuwie robione niskim kosztem, sprzedawane po okazyjnych cenach, rozpadające się czasem już za drugim czy trzecim założeniem.

Tego typu tanie i niedbale wykonane rzeczy zbudowały negatywne wyobrażenie o wszystkim, co pochodzi z Azji. Do tego stopnia, że niektórzy na napis „made in China” reagują wręcz alergicznie.

Chińskie sneakery

Co łączy Dr. Martens, Vans czy New Balance? Każda z tych firm dumnie produkowała swoje obuwie w rodzimych fabrykach, do momentu aż… Przestało to być opłacalne.

Dr. Martens w pewnym momencie znalazł się nawet na skraju bankructwa i opuszczenie Wielkiej Brytanii na rzecz Chin nie było w tym wypadku opcją, a koniecznością. I choć marka zapewniała, że przenosi do Azji wszystkie swoje wysokie standardy produkcji, nie trzeba było długo czekać na narzekania o mitycznych starych Martensach, wytrzymujących kiedyś po 10 lat albo i więcej, a obecnie rozpadających się góra po roku-dwóch.

dr martens made in china

Dr Martens jest jedną z marek, które musiały przenieść produkcję do Chin, by utrzymać się na rynku

Nawet sam producent przyczynia się w jakimś stopniu do tego skrótu myślowego, ponieważ zostawił w Anglii jedną fabrykę, która wciąż działa. Wypuszcza jednak ściśle limitowane i oczywiście droższe obuwie, co dla użytkownika oznacza jedno: skoro buty produkowane w Anglii są droższe i otacza je aura tradycji, te produkowane w Chinach są pewnie gorsze.

Czy rzeczywiście tak jest – nie nam sądzić. Użytkownicy pamiętają z przeszłości tylko pary, które wytrzymały lata, zapominają o butach rozpadających się po sezonie lub dwóch.

Buty zostaną w Azji?

Wciąż wiele butów noszonych nad Wisłą powstaje właśnie w Chinach, choć pod nosem rośnie im poważna konkurencja. Już teraz coraz więcej par wytwarza się w Wietnamie, a do rzadkości nie należą buty z Kambodży, Indonezji czy innych krajów południowo-wschodniej Azji.

Oskarżenia o tandetne wykonanie nadal będą padać – czy słusznie?

Pozostawiamy to Twojej ocenie. Warto mieć jednak na uwadze, że butów raczej nie da się już wyciągnąć z tego regionu, gdzie koszty wyrobu (choćby pensje dla robotników) są drastycznie niższe niż na Zachodzie. Czy nam się to zatem podoba, czy nie, jesteśmy skazani na obuwie wytwarzane w Azji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *